Wstyd się przyznać, ale nigdy w moich treningach biegowych nie znalazła się jednostka pt. fartlek. Co to właściwie jest? Samo słowo “fartlek” pochodzi z języka szwedzkiego i oznacza “zabawę prędkością”. Pomysłodawcą tego typu treningów był Szwed, Gosta Holmer. Fartlek miał być alternatywą dla restrykcyjnych i usystematyzowanych treningów, które ściśle określały tempo biegu i jego dystans. Holmer, w przeciwieństwie do amerykańskich trenerów, chciał dać swoim zawodnikom pewną swobodę podczas wykonywania treningów.

Tyle historii. W praktyce wygląda to tak, że podczas swojego biegu sam ustalasz w jakim tempie będziesz biegał szybsze odcinki. Co ważne, nie chodzi o to, abyś biegł “w trupa”, po takim treningu nie masz paść na twarz. Fartlek ma być raczej urozmaiceniem nudnego klepania kilometrów. Jest to fajna opcja na zimę. Trudno byłoby biegać interwały poniżej 4:00 min/km po ośnieżonych drogach. Fartlek daje nam możliwość wspomnianej zabawy. Tempo dopasowujemy do panujących warunków atmosferycznych i podłoża. Najważniejsze, aby podczas takiego treningu nasz organizm wskoczył na wyższe obroty. Wiadomo przecież, że kilometr kilometrowi nierówny – ten w lesie, po śniegu daje bardziej w kość niż ten przebiegnięty po suchym asfalcie.

Jak wyglądała moja dzisiejsza zabawa biegowa? Na początek 2 km rozgrzewki w luźnym tempie. Potem szybkie odcinki, kolejno po 7 minut, 6 minut, 5 minut itd. Pomiędzy nimi przerwa 3 minuty truchtu. Wstępnie szybsze odcinki chciałam pobiec w tempie około 4:40-4:45 min/km. Jak widać na poniższym zestawieniu udało się nawet nieco szybciej. No oprócz ostatniego odcinka, nie dałam rady rozpędzić się w minutę :). Na koniec około 2 km truchtu. Całość 13,55 km.Trening był o tyle fajny, że bardzo szybko minął :). Nie skupiałam się w ogóle na przebiegniętym dystansie, tylko na tym, aby utrzymać odpowiednie tempo. Podczas 3 minutowego truchtu w mojej głowie krążyła myśl “kurde, nie dam rady przyspieszyć na kolejnym odcinku”. Po czym po wspomnianych 3 minutach wciskałam Lap i nogi same gnały.

Oczywiście trening można ułożyć dowolnie, nie ma ściśle ustalonej kombinacji wolnych i szybkich odcinków. Jeśli nie masz zegarka z GPS i funkcją mierzenia międzyczasów, nie szkodzi. Weź MP3, ustal sobie, że 2 utwory biegniesz szybko, kolejny zwalniasz. Podczas biegu spontanicznie możesz wyznaczać jakieś charakterystyczne punkty na trasie i przy ich pomocy dzielić trening, przyspieszać i zwalniać. Masz się tym treningiem “bawić”, to jedyna słuszna zasada :).