Świąteczny poniedziałek, odrobina obżarstwa i całkiem spora dawka lenistwa. Tak to już chyba jest, że im mamy więcej wolnego czasu, tym mniej nam się chce. Mieliśmy dzisiaj w planach siłownię, jakoś ciężko było się zebrać. Asia kimała pod kocykiem, ja przeglądałem Internet. Ostatecznie stwierdziliśmy, że siłownia to nie był taki dobry pomysł. Posiedzimy sobie w domu i ok. No właśnie nie ok. Przypomniałem sobie jeden ciekawy wpis motywacyjny, który ostatnio czytałem (dostępny tu https://blog.gutek.pl/2017/04/14/tak-malo-moze-zmienic-wszystko/). Możesz dużo zmienić, mając do dyspozycji tylko 5 minut dziennie. Nie chodzi tu o te głupie 5 minut, ale o każdy dodatkowy wysiłek, każde choćby minimalne wyjście poza strefę komfortu. Mówią, że kropla nie siłą drąży skałę, lecz częstym spadaniem.

Zarządziłem więc – idziemy na rower! Ubraliśmy się szybko, żeby zdążyć wyjść przed spadkiem entuzjazmu. 5 minut byliśmy już w siodłach. 10 minut później marznący deszcz sprawił, że żałowaliśmy tej lekkomyślnej decyzji. No cóż, nikt nie mówił, że wykuwanie lepszej wersji siebie nie będzie bolało. Po jakichś 15k rozdzieliliśmy się. Asia zadowoliła się ostatecznie dystansem 21km. Ja chciałem jeszcze trochę pokręcić i miałem w głowie inny plan. “Daj z siebie jeszcze troszkę więcej” – powtarzałem sobie co kółko (obwód Malty ok. 5,5km). Małymi kroczkami doszedłem do czegoś większego, nakręciłem łącznie 50km. Na końcu cierpiałem już z głodu i zimna, ale było warto.

Pamiętajcie, matematyka nie kłamie, 1.01^365 > 0.99^365!