Stara, poczciwa trzydziecha

Przygotowania do wiosenno-letnich startów wchodzą już chyba na następny poziom. Dzisiaj w planie było 30-31 km “na zalke”.

Za niecałe 2 tygodnie czeka mnie 55km na GWiNT Ultra Cross. Najwyższy czas przygotować mięśnie do długotrwałych obciążeń. Całkiem spory dystans, dał mi duże możliwości w doborze trasy. Postanowiłem, że sprawdzę co słychać na Rusałce i w Strzeszynku. Nie byłem tam już całe wieki. Najpierw jednak musiałem tam dotrzeć z Rataj. Mieszkam w Poznaniu już 7 lat. Przyznam się jednak szczerze, że jeszcze nigdy nie udało mi się bezbłędnie dobiec w okolice Sołacza. Zawsze gdzieś pobłądzę, nie ogarniam tych wszystkich ulic. To już lepiej idzie mi orientowanie się w lesie.


Rzadko odwiedzana trasa sprawiła, że kilometry mijały szybko i sprawnie. Trzymałem się w okolicy 70-75% HR max. Wyszło 31 km, śr. tempo 5:02, tętno 153. Po drodze zjadłem 3 żele i jeden musik owocowy z Lidla (mniam!). Wypiłem litr wody. Sytuacja była cały czas pod kontrolą, bez żadnych zjazdów i kryzysów. Na końcu nóżki już trochę ciążyły, ale jestem cały czas w treningu. Na świeżość przedstartową przyjdzie czas w przyszłym tygodniu. Podsumowując – był to kawałek solidnego treningu. Jak na GWiNT’cie uda mi się zrobić podobne tempo, będę super zadowolony :)