Proście, a będzie wam dane - czyli trening zabójca

Od mojego startu w Gorcach minęło juz 12 dni. Organizm się wstępnie zregenerował. Wiadomo, że nie mogę liczyć narazie na super świeżość, ale jestem gotowy na powrót do reżimu.

W poniedziałek zrobiłem sobie ćwiczonka ogólnorozwojowe z aplikacji MadBarz, konkretnie zestaw o nazwie “Full Body Hype”. Zawierały m. in. 45 przysiadów. Rzadko robię dodatkowe ćwiczenia na nogi, więc taka dawka wywołała niemałe spustoszenie w moich mięśniach dwugłowych.


Wtorek stosunkowo luźny, 12km E, w tym kilka rytmów. Jednak nogi ciężko było namówić do współpracy, był to typowy bieg “robocopa”. Wydolnościowo jednak czułem się całkiem w porządku. Rozmawiałem również z moim trenerem Pawłem. Poprosiłem go o cięższe treningi. Patrzę w rozpiskę na środę:


4 km E + 5 x 1km 3:40 /1km 4:50 z dopiskiem “sam o to błagałeś xD”


No to wtopiłem :D Na myśl i język przychodziły mi same nieparlamentarne wyrazy. Ale co mam zrobić, spróbuję! Ostatnio udało mi się pobiec całą “piątkę” nawet odrobinę szybciej. Rozbitą na 5 małych części powinienem ogarnąć bez problemu. Pierwsze 4kmE pobiegłem rozsądnie jak nigdy. Oszczędzałem siły. Garmin wypikał ostatni wolny kilometr i lecimy. Pierwsza kilometrówka przypadła na Malcie. Poszła dość gładko (prawie tak gładko jak piwko po tym treningu hah) – 3:38. Odpoczynek też mniej więcej zgodnie z założeniami – 4:56. Drugie powtórzenie już cięższe, musiałem zaliczyć mostek nad ul. Baraniaka obok Malty, a co za tym idzie drobne wzniesienie. Później sporo zakrętów. Wynik 3:42 – myślę, że w normie. Odpoczynek jednak wydłużył się do 5:02. No nic, nie jest aż tak ważny. Kolejny szybki ka-em znowu po 3:42. Również delikatnie pod górkę, znowu akceptowalnie. Tempo na luźnym kilometrze spada do 5:20, zaczynam się męczyć. Przesuwanie tych piekielnie ciężkich nóg przypomina pracę w kamieniołomie. Czwarty odcinek był bardzo “interesujący”. Przypadło na na niego aż 200 metrów górki, na której robię podbiegi :D Wyszło 3:46. Biorąc pod uwagę warunki, jestem zadowolony. Przerwa po 5:30 i wielki finał. Ostatni interwał wychodzi również po 3:46. Warunki również niesprzyjające raz w górę, raz w dół. Przedreptuję jeszcze kilometr odpoczynku i kończę ten piekielny trening!


Pointa tego treningu mogłaby być taka:


Jeśli prosisz swojego trenera o ciężki trening, to nie rób dzień wcześniej przysiadów.


To na tyle, idę się rozciągać :)