ABC morsa, czyli jak zacząć morsować

Mam wrażenie, że kąpiele w zimnej wodzie, czyli tzw. morsowanie, stały się ostatnimi czasy dość popularne. Wciąż jednak wielu osobom wejście do jeziora w zimowy poranek wydaje się rzeczą niemożliwą.

A wcale nie musi tak być! Najtrudniejsze jest jak zawsze zrobienie pierwszego kroku - mokrego i zimnego, później jest już tylko lepiej :D Załóżmy na chwilę drogi Czytelniku, że te wszystkie rozterki masz już za sobą. Powiedziałeś/aś sobie "tak spróbuję!" i nie możesz się już doczekać swojego pierwszego razu. Co zatem zrobić, żeby wszystko poszło sprawnie i przyjemnie? I żeby ten pierwszy raz nie był jednocześnie tym ostatnim. Jedziemy!


Przygotuj ekwipunek


Sprawa bardzo ważna, jeśli tutaj zawalimy na pewno nie będzie przyjemnie i możemy się solidnie wychłodzić. Zestaw, który ja zabieram ze sobą to: ręcznik, kąpielówki / bielizna termoaktywna, bielizna na zmianę, spodnie dresowe, adidasy (nie muszą być buty do biegania, ważne, żeby można było się w nich przebiec kilkaset metrów), buty do wody i wygodna torba, która to wszystko pomieści. To jest minimum. A teraz po kolei. Kluczowym parametrem doboru stroju i bielizny jest łatwość jej zakładania i ściągania. Nie ma nic gorszego, niż mocowanie się z jeansami po wyjściu z wody. Początkowo wchodziłem w takich "spodenkowych" kąpielówkach. Niestety mają to do siebie, że jak namokną to bardzo ciężko się je ściąga. Ostatnio przypadkiem ich nie zabrałem i zaliczyłem wejście w bokserkach technicznych Kalenji. Ściągalność o niebo lepsza, cyk myk i są na ziemi :D Do kąpielówek już nie wróciłem. Jeśli chodzi o damską garderobę, to niestety nie mam kompetencji w tym zakresie. W temacie butów do wody - najtańsze modele będą ok. Ja przez długi czas używałem takich zwykłych gumowych butów z dziurkami.

Zestaw minimum pozwoli nam wejść do wody, wyjść i wrócić żywym do domu :D Pamiętaj jednak, że dopiero zaczynasz swoją lodową przygodę. Nie jest to jeszcze czas na takie spartańskie podejście. Co zatem oprócz wyżej wymienionych powinno się znaleźć w zestawie zalecanym? Spieszę z odpowiedzią! Taka kąpiel to silny bodziec dla naszego organizmu. Żeby go dodatkowo nie wychłodzić, obowiązkowo zakładamy czapkę! Przez głowę ulatuje spora część energii cieplnej, w ten sposób zabezpieczymy się przed jej utratą. Po wejściu do wody nasz układ krwionośny przetransportuje krew do kluczowych narządów, znajdujących się wewnątrz. Co za tym idzie, odpłynie ona z naszych kończyn, szczególnie ze stóp i dłoni. Będzie to odczuwalne, zwłaszcza przy późniejszym ubieraniu się. Możemy temu zapobiec, zakładając rękawiczki oraz specjalne skarpety neoprenowe do surfingu / nurkowania (do kupienia w Decathlonie za około 50zł). Te ostatnie szczególnie polecam "zmarźlakom". Najgorszą rzeczą w morsowaniu były dla mnie skostniałe stopy. Dzięki tym magicznym skarpetom moje stopy zachowują ciepło prawie do samego wyjścia. Żałuję, że nie kupiłem ich wcześniej!

Z takim sprzętem możemy już całkiem przyjemnie morsować. Dla szukających czegoś więcej, przygotowałem jeszcze zestaw luksusowy. Warto zabrać ze sobą termos z ciepłą herbatką z miodem. Kropla takiego napoju po wyjściu z wody smakuje jak ambrozja. Ciepełko wlewa się przyjemnie do naszego wnętrza he he :) Kolejnym rozszerzeniem może być mata, na której możemy się wygodnie przebrać. Ziemia, zwłaszcza ośnieżona jest mało przyjemna dla naszych bosych stóp. Ja jeszcze nie dojrzałem do takiej ekstrawagancji :D


Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę!


W teorii morsowanie to czynność, którą można wykonywać samodzielnie. Wysoce zalecane jest jednak zażywanie kąpieli w towarzystwie. Po pierwsze będziemy mieli do kogo zadzwonić zębami po wyjściu, a po drugie i znacznie ważniejsze - będziemy bardziej bezpieczni! Jakkolwiek by na to nie patrzeć morsowanie to proces, w którym wprowadzamy swój organizm w stan wyjątkowy. Co prawda dla osób zdrowych nie wiąże się to z żadnym ryzykiem, ale zawsze warto mieć kogoś obok siebie, "w razie czego". Nie bez kozery mówi się, że nie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani.


Dodatkowo w towarzystwie morsuje się po prostu fajniej. W wielu polskich miastach morsy organizują się w grupy, które regularnie spotykają się na wspólnych kąpielach. Jeśli zaczynasz, to dołączenie do takiej grupy będzie bardzo dobrym pomysłem. Razem łatwiej przełamać pierwsze lody - dosłownie i w przenośni :D (czasem wejście do jeziora trzeba sobie wykuć). Często przeprowadzana jest też wspólna rozgrzewka. Możesz tam spotkać fajnych ludzi, z którymi być może umówisz się na kolejną kąpiel. Regularność spotkań pozwoli Ci na wykształcenie nawyku i złapanie morsowego bakcyla.


Jeśli jesteś z Poznania lub okolic polecam dwie grupy:


Morsowanie to nie zawody!


Biegacze oraz inne osoby uprawiające sport, mają tendencję do myślenia w trybie "życiówki". Jeśli 5km zazwyczaj robię w 20min, to jeśli uda mi się nabiegać 19min to super, nie? Pewnie! Więc jeśli wbiję pierwszy raz do wody i będę tam siedział 10 minut, to chyba kozak co? Im dłużej tym lepiej! No nie. Pamiętajmy, że morsujemy dla zdrowia. Na początku więcej wcale nie znaczy lepiej. Przy pierwszym wejściu nasz organizm przeżywa szok. Tętno wzrasta, zaczynamy szybko oddychać, czas wręcz przeciwnie - wydaje się płynąć powoli jak smoła. W skórę wbijają się malutkie igiełki. Ten stan mija mniej więcej po 1-2 minutach, później jest już całkiem przyjemnie.


Nie ma określonych reguł jak długo powinno się przebywać w wodzie. Warto wytrzymać chociaż minutę, ale też nic złego się nie stanie, jeśli wyjdziemy wcześniej. Musimy słuchać sygnałów wysyłanych przez nasze ciało. Jeśli uda Ci się przetrzymać najgorszy moment, gratulacje! Ale nawet jeśli czujesz się świetnie, wyjdź maksymalnie po 3 minutach. Stopniowo wydłużaj czas kolejnych kąpieli. Ja obecnie morsuje 10 minut i narazie nie planuje zwiększać tego czasu.


Rozgrzewka


Wejście do wody musi być poprzedzone rozgrzewką. Powinna mieć umiarkowaną intensywność, nie musimy się spocić, ale powinniśmy czuć ciepełko. I ja tutaj wypracowałem dwie techniki. Morsuje zazwyczaj w niedzielę, jeśli mam tego dnia trening staram się wykonać go bezpośrednio przed kąpielą. Kończę bieg, biorę torbę, hyc nad jezioro, myk spodnie na dół i już jestem w wodzie. To podejście ma kilka zalet. Po pierwsze wiem, że jestem solidnie dogrzany. Po drugie, po kąpieli układ krwionośny jest trochę zmęczony i bardzo ciężko wykonać dobrej jakości trening. Kilka razy mi się zdarzyło, nie polecam. Taka kolejność jest na pewno lepsza. Dodatkowo działa to trochę jak krioterapia. Mięśnie szybciej dochodzą do siebie - a przynajmniej taką mam nadzieję :D


Jeśli tego dnia nie mam treningu, na rozgrzewkę truchtam około 1km. Po takim biegu wykonuje jeszcze ćwiczenia dogrzewające (zazwyczaj z grupą) i jestem gotowy.

Mam nadzieję, że powyższe wskazówki pomogą Ci przeżyć swoją pierwszą kąpiel z przyjemnością (choćby umiarkowaną :D) i uśmiechem na twarzy. Strach ma wielkie oczy, z czasem będzie tylko lepiej. Jeśli interesują Cię wrażenia z mojego pierwszego morsowania sprawdź koniecznie wpis Uwaga Morsy!.


Miłego morsowania!


Zobacz też:

Dlaczego nie robię postępów - 5 najważniejszych powodów

Kilka razy w tygodniu znajdujesz czas na bieganie. Nie robisz sobie głupich wymów...

Kontuzja? O nie!

Prolog Grudzień Budowanie formy i wytrzymałości. Nabijanie kilometrów bez konkre...