Podsumowanie tygodnia - 14-20 stycznia 2019

Ten tydzień był dla mnie szczególny. Po pierwsze, pierwszy raz od dłuższego czasu miałem 5 jednostek treningowych. Zrobiłem łącznie 54km. Nie jest to jakiś super kosmiczny wynik, ale zahacza już o solidne trenowanie. Jest to również spory przeskok w stosunku do poprzedniego tygodnia, gdzie z powodu choroby zrealizowałem tylko 2 jednostki i zrobiłem 14km. Nogi odczuwają obciążenie, ale będą musiały się przyzwyczaić. Przyszły tydzień oprócz mrozów, ma przynieść również 64km na liczniku.


Ten tydzień to również pewnego rodzaju rocznica. Spojrzałem na historię wpisów na blogu. Ostatnie podsumowanie tygodnia pisałem dokładnie rok temu. Wow, to było tak dawno? Jeśli mam zamiar wrzucać je z taką częstotliwością, to wystarczy, że będę robił podsumowania roku xD Żarty, żartami, ale moim celem na ten rok jest ciężka, systematyczna praca w wielu materiach. Mam nadzieję, że podsumowania rownież będą pojawiały się regularnie.


Wtorek

W ostatnim czasie oprócz biegania dbam bardzo o dodatkowe ćwiczenia. Praktycznie w każdym tygodniu mam trening, po którym robię tzw. stabilizację, czyli ćwiczenia mięśni głębokich zlokalizowanych w korpusie. Na początku było mi bardzo ciężko się do nich przyzwyczaić, ale teraz nawet je polubiłem. Mój podstawowy zestaw to deska, deska na boki x2, deska "tyłem", brzuchy i grzbiety. Czasem, jeśli mam ochotę dokładam do tego ćwiczenia z hantlami (barki, biceps, triceps, plecki) oraz pompki.


No i akurat tego dnia, to nie był mój dzień jeśli chodzi o chęci dokładania czegokolwiek :D Zrobiłem tylko 2 serie z 3 i poszedłem jeść, bo byłem bardzo głodny :D No cóż, czasem tak bywa!


6km - 5:53/km 138bpm


Środa

Środa była dniem podbiegów. Podbiegi to moja "ukochana" jednostka. Miałem do zrobienia :


6km E na rozgrzewkę, podbiegi 10x150m na 75% i 2km E.


Rozgrzewkę leciało się całkiem spoko, wyszło 6km po 5:34/km i 138bpm. Gdy dobiegłem do mojej górki, spotkałem znajomego, który akurat też biegał podbiegi. Co prawda robił to trochę szybciej i miał odcinki 200 metrowe, ale mimo wszystko udało nam się zamienić kilka słów. Z tego powodu nudny zazwyczaj trening poszedł szybko i sprawnie, dzięki Łukasz! Moje interwały biegałem mniej więcej po 4:45-5:00. Doczłapanie się do domu i kolacja yeah! Było już strasznie późno, więc niestety olałem rozciąganie :(


Czwartek

Tutaj mamy zdecydowanie gwóźdź programu w tym tygodniu:


BC1 5km + rozgrzewka + BC2 2x4km do T 158 na przerwie 5min w marszu + BC1 2km + rozciąganie czyli łącznie 15km.


Bieg na tętnie 158 na pierwszy rzut oka, nie wydaje się ciężki. Rzeczywistość (przynajmniej obecna) pokazuje, że jest inaczej. Wysiłek o takim czasie i na takiej intensywności to niezła orka. Piątka na BC1 wpadła po 5:37 i 138bpm. Weszła tak średnio dobrze, że tak powiem. Potem krótka rozgrzewka i wymachy, które wypadły akurat w ciemnej bramie na Wildzie, co zrobić :D Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i jedziemy pierwszy odcinek. Kilometr numer 1 pobiegłem bardzo mądrze po 4:18 :D Było z górki, ale i tak przesadziłem. Kolejne weszły na 4:35, 4:47, 4:57. Jak widać - równia pochyła, niepotrzebnie się szarpnąłem na samym początku, ale nie chciałem też biec za wolno. Przerwa w marszu mnie uratowała, jeśli miałbym zrobić 8km zamiast 2x4km, to byłoby po mnie xD


Drugi odcinek zaczynam dużo pokorniej - 4:49. Kolejny kilometr to już niezła walka o przetrwanie. Staram się jak najmniej tracić, wychodzi 4:53. Ostatnie dwa 5:10 i 5:06, tutaj już niewiele zostało wiozłem ten wózek do końca. Wczorajsze podbiegi były odczuwalne w nogach, jak metka uwierająca w tyłek. Zostałem przeżuty i wypluty, ostatnie 2 kilometry człapie do domu gdzieś po 7:00. W planie jeszcze rozciąganie. Niestety dzisiaj również trening wypadł dość późno, rozciąganie zostało przesunięte na lepsze dni :( Z odcinków finalnie wyszło 8km po 4:50, z czego jestem bardzo zadowolony biorąc pod uwagę wczorajsze podbiegi.


Sobota

O godzinie 7:30 słyszymy alarm budzika. Chcieliśmy jechać na Parkrun. Jednak grawitacja łózka okazała się zbyt duża, stwierdziliśmy, że śpimy dalej. Kiedyś się uda :D Jak już wstałem i wypiłem kawę, to do zrobienia było


6km BC1 + 5x100km rytmu.


Nóżka tego dnia słabo się kręciła, więc bujałem się w okolicach 6:00. W sumie cieszę się, że przyzwyczaiłem się do tak wolnego biegania. Dzięki temu mam więcej energii na treningach, na których trzeba docisnąć. Rytmy wchodzą za to rześko. Wracam do domu i lecimy po farbę do Leroy :D


Niedziela

Najfajniejszy dzień tygodnia, jeśli chodzi o trening. Od poniedziałku do piątku jestem skazany na bieganie w okolicach domu, po ciemnym asfalcie. W weekend jest czas, żeby sobie trochę poszaleć i zaczerpnąć energii z natury. A dzisiejsza aura wyjątkowo sprzyjała wybraniu się do lasu - lekki mróz, śnieg, słońce, warunki idealne! Pojechaliśmy więc razem z Asią nad Rusałkę. Ja miałem do zrobienia 15km BC1, a Asia oddała się przyjemności spacerowania.


Zacząłem bardzo spokojnie, z szacunkiem do otaczającej przyrody i szacunkiem do swojej formy :D Tempo pierwszych trzech kilometrów oscylowało gdzieś w okolicach 6:00. Z każdym kolejnym zacząłem się stopniowo rozkręcać. Biegło się coraz lżej. Na nawrotce na 7,5km zjadłem żel, który pomógł odnaleźć mi nowe pokłady sił. Pozwoliło mi to pobiec drugą część dużo szybciej niż pierwszą. W rezultacie wyszedł fajny BNP w terenie. Nie miałem co prawda narzuconego tętną na ten bieg, ale nie chciałem przekraczać 150 uderzeń na minutę. Wyszło tak:


15km - 5:48/km 147bpm


Po dobiegnięciu do plaży nad Rusałką, czekała mnie już prawie tradycyjna kąpiel. Warunki dopisały - tafla jeziora była skuta lodem, temperatura powietrza lekko na minusie i słońce ogrzewające wystające z wody części ciała. Czysta przyjemność. A po 15 km i morsowaniu obiad smakował wybornie :D


To był dobry tydzień!


Zobacz też:

Podsumowanie tygodnia - 15-21 stycznia 2018

Jak to się mówi w branży – kolejny tydzień sportowych zmagań za mną! Ostatnie dni...

Proście, a będzie wam dane - czyli trening zabójca

W poniedziałek zrobiłem sobie ćwiczonka ogólnorozwojowe z aplikacji MadBarz , ko...

Dlaczego nie robię postępów - 5 najważniejszych powodów

Problemy z motywacją Żeby wspinać się po sportowej drabince trzeba systematyczni...