Wstyd się przyznać, ale za napisanie wpisu dotyczącego mojej ciąży i powrotu do biegania, biorę się już od kilku dobrych miesięcy. Jakoś nie było mi dane zacząć, bo zawsze było „coś”. Kiedy Juliś już zasnęła, to trzeba było ogarnąć mieszkanie, ugotować obiad, nakarmić koty, iść spać albo po prostu nie robić nic. W końcu nadeszła ta chwila, pierwsze słowa zostały spisane, teraz chyba będzie już z górki. 

Wpis podzielę na dwie części. Pierwsza z nich dotyczyć będzie okresu samej ciąży, druga powrotu do formy po porodzie. Tym samym nie powinnam Was, aż tak bardzo zanudzić 🙂

Aaaa, jestem w ciąży!


Na początku cofnijmy się kilkanaście miesięcy wstecz.

„Dbaj i uważaj na siebie”. Te słowa często słyszy kobieta, która jest w ciąży. Oczywiście trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Ciąża to stan i czas wyjątkowy. Stajemy się odpowiedzialne za małego Bejbika, który zamieszkał w naszym brzuchu i dzielnie przygotowuje się do przyjścia na Świat. Jak jednak w tym wszystkim ma odnaleźć się osoba, która od 8 lat regularnie biega, trenuje na siłowni i jeździ na rowerze? Czy musi z dnia na dzień rzucić wszystkie aktywności fizyczne i przez najbliższe miesiące zaprzyjaźnić się z kanapą? Czy istnieje może mniej drastyczne rozwiązanie, dające możliwość zachowania „poprzedniego” życia? 

Przedstawię Wam krótko moją historię. Zaznaczam jednak, że każda ciąża musi być prowadzona i regularnie konsultowana ze specjalistą. To, co służy jednej kobiecie, dla innej może być niebezpieczne. Każdą wątpliwość trzeba przedyskutować z lekarzem i nie kierować się opiniami z internetu. Ja na początku czytałam co nieco i tylko niepotrzebnie się denerwowałam.

… i co dalej? 


O ciąży dowiedzieliśmy się w drugiej połowie sierpnia 2018. Byłam wtedy w 6 tygodniu ciąży (dla niewtajemniczonych cała ciąża trwa 40 tygodni). Podczas pierwszej wizyty u ginekologa padło oczywiście pytanie co z aktywnością fizyczną? Trafiłam na lekarza, który wyznawał zasadę, że jeśli ciąża rozwija się prawidłowo, kobieta czuje się dobrze, to ruch jest jak najbardziej wskazany. Oczywiście zaznaczył, że bicie rekordów radziłby jednak przesunąć na inny moment 🙂 

Postanowiłam, że będę biegała tak długo, na ile będzie to możliwe biorąc pod uwagę moje samopoczucie oraz wskazania lekarza. 

Bieganie w dwupaku


Tyle teorii. Jak wyglądała praktyka? Ciąża praktycznie od samego początku zweryfikowała moje bieganie. W pierwszych miesiącach mogłam pewnie biegać więcej i szybciej, jednak jakoś tego nie czułam. Miałam w brzuchu małego człowieka i ta świadomość studziła wszystkie moje zapędy. Szybko zatem wypracowałam sobie swój własny plan. Plan, który polegał na tym, że nic nie planowałam. Jedynym stałym elementem było samo wyjście na „trening”. Jak on będzie wyglądał, ile kilometrów przetruchtam, ile przemaszeruję, wyjdzie w praniu. Jednorazowo udało mi się pokonywać około 5-6km. Tempo spadło dość drastycznie, najpierw oscylowało w granicy 6min/km, potem było już tylko wolniej. Ale naprawdę wcale się tym nie przejmowałam. Cieszyłam się, że w ogóle mogę ubrać sportowe ciuchy, buty i wyjść. W miesiącach sierpień-grudzień 2018 biegałam i marszobiegałam po około 90-100km w miesiącu. Spoglądam w dziennik treningowy i widzę, że dokładnie 23.01.2019 byłam ostatni raz biegać. 4km w tempie 7:10min/km. Była to końcówka 6 miesiąca. Brzuch rósł, kilogramów na plusie też było już sporo. Bieganie zaczęło mnie już naprawdę męczyć, przerzuciłam się na spacery. 

Chodziłam wszędzie, gdzie się dało: do lekarza, do szkoły rodzenia, do centrum handlowego. Jak jechałam gdzieś dalej tramwajem, wysiadałam kilka przystanków wcześniej i szłam. W weekendy dużo chodziłam po pobliskim parku, gdzie Damian biegał, a ja towarzyszyłam mu krążąc alejkami. I przy okazji byłam najszybciej chodzącą osobą :).

Dodatkowo w międzyczasie ćwiczyłam. Jednak nie będę tutaj czarować. Ciężko było mi odnaleźć motywację do ćwiczeń w domu.

Z perspektywy czasu oceniam jednak, że całą ciążę byłam naprawdę dość aktywna. Niestety nie uchroniło mnie to przed nabraniem dodatkowych kg, przytyłam dość dużo, około 18kg. Kilogramy na szczęście sukcesywnie spadały, po pół roku ważyłam już tyle co przed ciążą. 

Fizycznie ciąża przebiegała u mnie super. Każdej kobiecie mogę życzyć takiej formy. Naczytałam i nasłuchałam się sporo o możliwych ciążowych dolegliwościach. Mnie szczęśliwie ominęły. W dzień porodu posprzątałam całe mieszkanie, zrobiłam wielkanocne zakupy, przeszłam 7km. Poród zaczął się dość niespodziewanie, chociaż już byłam po terminie. Ale o tym już w drugiej części, którą mam nadzieję napisać szybciej niż pierwszą 🙂