Grudzień 2011. Czekając na zajęcia fitness wskoczyła na bieżnię, dla towarzystwa, aby poplotkować. Nie pamięta ile km wtedy przebiegła. Nieważne. Najistotniejsze, że biegnie do dziś. Wolno, szybciej, daleko, ile sił w nogach. Pokonuje własne słabości, czasem przyjdzie jej walczyć z gigantycznym leniem. Często też zaliczy te kilkanaście kilometrów, aby móc potem bez wyrzutów wciągnąć pizze czy loda.


Uwielbia startować w zawodach. Fajnie raz na jakiś czas powalczyć o własny rekord świata. To jest to, co daje jej niezłego kopa motywacyjnego do dalszych treningów. Choć zdarzy się, że przegra. Porażka boli ale nie poddaje się i biegnie dalej…